Niby mamy 4 dni, ale tak naprawdę 2 na survival. Pierwszego dnia jesteśmy na lotnisku pod Stavanger o godzinie 9:15. Ten dzień musimy poświęcić na dostanie się do naszego punktu startowego, czyli wiochy Jorpeland.

Poniżej na mapie trasa. Z lotniska bierzemy autobus do Stavanger, ze Stavanger prom do Tau i to jest największy koszt bo wyjdzie pewnie po 150 zł na łeb za bilet w obie strony. I to w zasadzie koniec kosztów dodatkowych. Zależnie od tego jak będziemy stać z czasem możemy iść do Jorpeland z buta (9 km), albo jechać autobusem.

 

Okolica Jorpeland wygląda tak, więc spokojnie można się tam rozbić, a nawet umyć dupę:

Drugiego dnia pchamy się już w dzicz. Na mapie nr 2 obszar, który musimy jeszcze przeanalizować i ustalić trasę marszu. Strzałka to kierunek, znacznik miejsce docelowe.

 

Czeka nas trochę kluczenia między polodowcowymi jeziorami, przekraczania potoków i nocleg w takim terenie:

 

Generalnie obieramy kierunek na jedyny szlak turystyczny w tamtym rejonie. Jeśli dotrzemy to misja zaliczona. Celem jest jedno z najsłynniejszych miejsc w Norwegii czyli Prekestolen. Kręcili tam najnowsze Mission Impossible:

Z tym, że my nie leziemy tam szlakiem od drogi, tylko przebijamy się od dupy strony przez tereny misiów.

Dobrze byłoby trafić tam trzeciego dnia z samego rana 5:00-6:00. Bo od razu stamtąd operacja powrót, ale już autobusem albo drogą z buta. Asfaltem to 17 km do promu. Wracamy na lotnisko, tam w kimę jak żule i rano mamy lot powrotny.

Powinniśmy bez problemu ze wszystkim się wyrobić. A jak coś nie pyknie to będziemy improwizować. Najwyżej zostaniemy tam na zawsze.

TUTAJ macie dobrą mapę nakierowaną na obszar marszu.

Pobierzcie sobie mapy.cz na telefon i tam tę mapę można pobrać w wersji offline. To będzie nasza nawigacja i dobrze żeby każdy miał wgraną na wszelki wypadek.